© 2015 maegwathien

ojejku

jak to się stało, że zmarnowałam moje ostatnie 2 lata życia? czy to w ogóle możliwe, żeby popełniać takie błędy? tak duże, trwające tak długo?

dziś krwawa pełnia. robienie porządków w swoim otoczeniu. noż kurwa, czy to musi być aż takie?

rozrywa mnie od środka, pęka mi serca, wypłakuję całkiem oczy, pęka mi głowa…

jestem kompletnie niezdolna do życia, nie wiem jak to zrobić, żeby jakoś wrócić do tego co było wcześniej.

świeżutko po rozpadzie małżeństwa i przed rozpadem zresztą też, byłam szczęśliwsza, bardziej kompletna.
okres samotności, jakichś niewyraźnych uczuć do jacka, do sebastiana, to było coś kiedy chciałam żyć. chciałam się obudzić rano, miałam chęci i siłę otworzyć oczy. a teraz? patrzę w lustro i tak mi siebie samej szkoda, po prostu jest mi przykro, że sobie to sama zrobiłam, pozwoliłam człowiekowi być zbyt blisko.

jako dzieciak bałam się odrzucenia. bałam się, że ktoś mnie skrzywdzi, że będzie bolało. dlatego wszystkich zawsze trzymałam na dystans. a teraz, kiedy się otworzyłam bo doszłam do wniosku, że to będzie uczciwe, mam za swoje. dzieci mają jednak więcej mądrości niż dorośli.

czy zawsze jak płakałam czułam chlor, taki z basenu? czy się po prostu topię powoli i to takie przeniesienie?

i marysia peszek znów dla mnie taka aktualna. nie wiem jak stanąć na nogi. nie wiem czy jeszcze umiem…

może do kościoła powinnam pójść? co ja mam zrobić? nawet nie mam do kogo zadzwonić żeby usłyszeć coś czego mi trzeba, żadnego pierdolenia jacka, żadnych umoralnień matki… zero oparcia w tym pojebanym świecie.

może po prostu poskładać pranie, posortować artka ciuchy i nie przesadzać? grzecznie to znowu stłumić i zapomnieć, że jestem człowiekiem? moja głowa kalkuluje teraz czy mi się oplaca łapać kontakt ze sobą i się nad sobą rozczulać. czy mam na to czas, czy jest sens coś zmieniać bo przecież zawsze może być gorzej. bo przecież jest chujowo, ale w miarę stabilnie. a może ja po prostu się czepiam? może się zagolopowałam zbyt daleko, zbyt głęboko? może mam przy sobie księcia z bajki, a to mój problem ze sobą że nie umiem przy nim być szczęśliwa i zamiast rosnąć to się staczam?

mój dobry boże… zgubiłam się i nie wiem jak się odnaleźć.

nie utajam wpisu. może ktoś tu trafi zupełnie kompletnie przypadkiem, czasem tak się przecież supermuzę znajduje na yt. jak ktoś wie jak wygrzebać się z ciemnej dupy to niech coś napisze w komentarzu. dziękuję

Komentarze (2)

  1. Wysłany 12 października 2015 w 10:08 | #

    Co się dzieje? Nie znam sytuacji, jak mogę pomóc?

    • maegwathien
      Wysłany 11 grudnia 2015 w 20:31 | #

      na zewnątrz nic takiego, w środku proces na który potrzeba bliskości duszy i gotowości bycia więc chyba nie możesz pomóc, ale dzięki za chęć, przyjemnie mi, że ktoś gdzieś taką propozycję wystosował…
      masz imię, które kiedyś bardzo kochałam, miło jest je przeczytać, dziękuję :)

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nigdy nie jest publikowany ani udostępniany. Pola wymagane zostały oznaczone symbolem *

*
*

Możesz użyć następujących znaczników i atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS