© 2017 maegwathien

flow

to tak się nazywa to uczucie? gdy czuję, że to najodpowiedniejsze miejsce i najodpowiedniejszy czas i najodpowiedniejsza ja?

wczoraj minął rok mojej wolności. przez ten czas tylko ciutkę się ze sobą oswoiłam. dalej jestem na etapie skulonego króliczka w kącie klatki, ale już delikatnie podniosłam pod kątem jedno ucho, tak z centymetr nad sierść. na szczęście nikt mi łap do klatki nie pcha póki co więc może jeszcze chwila i mi to nastroszenie na każdy szmer zacznie przechodzić. kto wie.

 

z prozaicznych rzeczy:
nie zrobiłam sobie tego tygodnia wolnego, nie posegregowałam wszystkiego, pozew właśnie piszę. kupiłam wprawdzie plastry do depilacji ale po pierwszym zrezygnowałam. kupiłam za to porządne golarki. podobno szczęście to umiejętność podejmowania właściwych decyzji. ćwiczę  dzielnie.

rzuciłam palenie w zeszłym tygodniu (ciekawy zbieg okoliczności, że siadam tu gdy nie palę…). tym razem bez spiny, bez chęci sięgania po szluga, bez nakręcania się, bez prób zapamiętania tego ostatniego.  zobaczymy. obym nie siadła w to miejsce za pół roku i zaczęła od „już trzeci dzień nie palę”

na zlocie rękodzielniczek śmiałam się głośno. podjechałam, wysiadłam z samochodu, zobaczyłam że na zewnątrz jest agnieszka i tak się wystraszyłam, że wsiadłam z powrotem i zaczęłam się głośno śmiać. musiałam udawać, że czegoś szukam. bardzo mnie to ubawiło.
ostatni raz były we mnie takie emocje jak miałam 4 lata. zostawiłam jednemu chłopakowi w jego przegródce na czapkę w przedszkolnej szatni samolot z serduszkami i napisem na jednym skrzydle „kamil”, na drugim „justyna”. to było życie. nie było wtedy nic ważniejszego, nic prawdziwszego, nic bardziej definiującego mnie niż tamten mój przyśpieszony oddech i ściśnięcie w brzuchu.  nie napiszę „stare dobre czasy”. nie i już.

rozpoczęłam proces poznawania swoich potrzeb, uczenia się reagowania na nie. jestem julią roberts z uciekającej panny młodej, która zamawia w barze jajka na każdy ze sposobów.

okazało się na przykład, że lubię seriale. no nie wszystkie, ale opowieść podręcznej połknęłam w niecałą dobę, oitnb też wchłonęłam szybko. to miłe, że są sposoby, żeby szybko się przenieść w inną rzeczywistość. zapomniałam po drodze do czego służą ruchome obrazki na ekranie. śmiesznie.

 

też śmiesznie, że nie zamieniłabym tego czasu na żaden inny, nawet taki z opiekuńczymi ramionami i z dotykaniem tych zmarszczek na cudzych palcach i z pocałunkami albo całusami w szyję i z ciepłą herbatą z cytryną i w bieszczadach i chwilę przed wschodem słońca jak jest rosa na pajęczynach i słychać tylko oddechy i ptaki. nie. to co jest teraz jest lepsze. nie sądziłam, że kiedykolwiek do tego dojdę.

 

padł mi internet. nie wiem czemu. wrzucę to jutro. a może to znak, że też warto paść? zu niepokojący szybko dziś zasnęła. żebym sobie tego wschodu nie wykrakała. yt zawiesił mi się na piosence, którą jeszcze pół godziny temu słuchałam z przyjemnością. dobry test dla piosenek.

 

przyjeżdża moja najcudniejsza. zaraz już. tak bardzo nie mogę się doczekać. mam nadzieję, że duszki będą działać jak powinny i wszystko pójdzie po jej myśli. oby.

 

 

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nigdy nie jest publikowany ani udostępniany. Pola wymagane zostały oznaczone symbolem *

*
*

Możesz użyć następujących znaczników i atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS